(@vincetlorain)
Byliśmy parą z Tomkiem przez 24 lata, cały ubiegły rok toczyliśmy wspólną walkę z jego rakiem i niestety umarł w moich ramionach 6 grudnia. Mieliśmy związek partnerski od 2013 bo mam obywatelstwo francuskie. Nie żałuję ani jednej sekundy naszego wspólnego życia, nawet z tego ostatniego roku w którym przeszliśmy razem istne piekło na ziemi, ale z niesamowitą bliskością do ostatniego jego tchu. Dosłownie.
Osiedliłem się w Polsce 26 lat temu. Związek zawarliśmy w ambasadzie Francji w Warszawie ze względu na moja rodzinę we Francji. Bałem się, że gdybym umarł pierwszy, to ktoś mógłby Tomka wyrzucić z naszego mieszkania. Chciałem go zabezpieczyć na przyszłość. W ambasadzie powołaliśmy się na dyrektywę unijną, która mówi, że jeżeli obywatel Unii mieszka w drugim kraju Unii, może wybrać w testamencie które prawo ma być zastosowane w przypadku jego śmierci: prawo kraju zamieszkania lub prawo obywatelstwa. Mimo, że mieszkam w Polsce, wybrałem prawo francuskie i wtedy związek partnerski miał sens: przepisałem wszystko Tomkowi i stosując prawo francuskie i biorąc pod uwagę związek partnerski, nikt nie mógłby tego podważyć. Gdybyśmy nie mieli związku, Tomek byłby obcy dla mnie i musiałoby zostać zastosowane prawo zachowku dla mojego ojca i braci. Mimo życia od tylu lat w Polsce, wciąż mam obywatelstwo francuskie i mogłem skorzystać z tego przywileju. Okazało się, że pierwszy odszedł Tomek. Życie często zaskakuje i nie na wszystkie okoliczności można się przygotować.
Wiem, co przeżyłem opiekując się nim w chorobie i pragnę głośno powiedzieć, że związki partnerskie są bardzo potrzebne w Polsce. One pozwolą na to, że prawo do opieki nad partnerem w kontekście ciężkiej choroby będzie automatyczne, a nie wywalczone na co dzień i uzależnione od dobrej woli lekarza, czy pozostałej rodziny. Opieka nad bliskim to nie przywilej, a obowiązkiem, a obecne okoliczności mogą nam w wielu sytuacjach uniemożliwiać jego spełnienie.
